Załóż bloga Zaloguj się



"That's the time you must keep on trying." 

Wróciłam, w przenośni i w rzeczywistości. Na chwilę, na moment, na tak długo na jak długo pozwoli mi codzienność, która nieubłaganie pcha mnie w różnych kierunkach na tyle zdecydowanie i gwałtownie, że czasem gubię się w jej misternym planie poszukiwań miejsca dobrego dla mnie.

"Skasuj bloga, niech to bedzie symboliczne pożegnanie tamtego okresu w Twoim życiu" - prosi Mateusz co jakiś czas. Nie mogę, przykro mi. Nie chcę wydzierać cząstki siebie, lubię wracać i czytać w swojej duszy, nawet jeśli wtedy była bardzo brzydka i zła. Teraz jest "tylko" brzydka i zła, ale nie chcę już nad nią pracować, zawsze będę zbyt podatna na uczucia i na ludzi popadając w skrajności, z godziny na godzinę zmieniając sposób pojmowania świata przez pryzmat kolejnych postaci pozostających w moim życiu na krótszy bądź dłuższy czas, ze świadomością, że zyją w moim umyśle pasożytniczo, bez wzajemności z ich strony. Nat King Cole mnie uzdrawia, choć wbrew własnym słowom słucham "Unforgettable". Chciałabym być niezapomniana.

Podobno "kierunek jest tylko jeden: do przodu". Gdzie ta furtka, o której Pan mówił?

Wracam na chwilę, tylko dlatego, że rok temu ubzdurałam sobie tu zajrzeć z postanowieniem pozostania na długo, dłużej niźli gdziekolwiek indziej.

Chciałam się Wam przypomnieć, sama pobawić się słowem, myślą tak bardzo klarowną w mojej głowie, nieskonkretyzowaną na kartach bloga, w oczach przypadkowych pamiętnikowych przechodniów.

Dziwnie ostatnio upada mój świat. Symptomem tego jest wzmożona chęć, by połaczyć kilka abstrakcyjnych słów w hipertroficzny post: jak zwykle przepełniony nostalgią, bo choć staram się czerpać maksimum ze szcześcią, którego, po okresie stagnacji, doświadczam, dochodzę czasem do wniosku, że najzwyczajniej nie nadaje się do życia, że powinnam trzymać się z dala od ludzi, bo nie potrafię być partnerką. Egoizm góruje zbyt często nade mną depcząc kolejny element, który powinen cieszyć, a nie jest w stanie ze względu na mój schorowany, broniacy się przed wszystkim i wszystkimi, panicznie zastraszony życiem i działaniem umysł. 

Mam ochotę popłakać, jak dziecko. Szczerze i głośno, a później zasnąć i rano obudzic się nic nie pamiętając, będąc wolną, jakby wszystko, co sprawiało, że czułam upodlenie, wypłynęło ze mnie razem ze łzami. Boje się jednak, że tak nie potrafię, bo jestem prawie dorosła, a dziecko odeszło ode mnie już dawno przerażone wizjami wypracowanymi przez smutek, które potrafiły meczyć mnie tygodniami. Bardzo żałuję, że nie potrafiłam wypełnić pustki, która po nim pozostała umiejętnością otwierania zakamarków duszy przed ludźmi, których kocham i którzy kochają mnie. To tak, jakbym codziennie odplatała jeden supełek z tysiąca, które udało nam się między sobą dla własnej siły zawiązać, czyniąc teraz podstawy tego, co nas łączy coraz bardziej niestabilnymi, nic nie mogącą zrobić, by tego zaprzestać, czekającą na cud, w który nie wierzy mój niechrześcijański umysł.   

Dobry wieczór. Wracam dziś, choć tylko dlatego, że dopadła mnie nuda. Tak, nadal w piatkowy wieczór gości ona w moim życiu, co może wydawać się naprawdę smutne. Czy jest? Czasem. Bywało znacznie gorzej. 

Czas ucieka mi przez palce, choć zazwyczaj dzieje się to wtedy, gdy osiągam wyżyny szczęścia. Bardzo niesprawiedliwe, krzywdzące zjawisko. Te co bardziej oporne chwile staram się wypełniać różnorakimi fantazjami na tematy przyszłe-obecne i wspomnieniami. To pocieszajace, że w długie, zimowe wieczory będę mogła przywołac wizje niedawnych chwil, które rozleją przyjemne ciepło po mojej duszy.

Dziwne, ale mam straszną ochotę pisać. O niczym i o wszystkim. Mam ochotę dzielić się przeżyciami, poglądami, sposobem postrzegania świata. Chcę używac trudnych słów niemusniętych kolokwializmem i wulgarnością. Skąd wzięła się ta nagła potrzeba? 

Przeżywam coś wspaniałego, buduję w wyobrażeniach własny, piękny dom, dobieram meble, firanki, kolory ścian. Fundamenty już postawiłam, z własnych marzeń, obawiam się jednak, że okazać się mogą zbyt płytkie, dlatego potrzeba im wzmocnienia - marzeń drugiej, konkretnej osoby i zapewnień stabilnych, jak najtwardszy surowiec, który nam, ludziom, udało się wydrzeć Ziemi. Kobieta niepewną jest uczuć wszystkich ludzi dookoła niej, prócz jej własnych. 

Cholera, jestem chora w swojej banalności. Indywidualistko - gdzie uciekłaś? Indywidualność chyba nie lubi miłości. Całkiem słusznie zresztą, bo nie ma dla niej miejsca między dwojgiem ludzi. Czasem tylko, gdy wpada w odwiedziny zaraża nas swoją zołzowatością. Jest zwyczajnie zazdrosna.   

"Jak przychodzi wielka miłość, to człowiekowi zawsze się wydaje, że pokochał Najpiękniejszą Kobietę Świata."

Tak, tak Panie Pilch, pojęcie Najpiękniejszego Mężczyny Świata również istnieje, najczęsciej w umysłach kobiet, także w kontekście miłości [strasznie boję się, że zbyt nadużywam tego słowa, co stawia mnie w świetle podwójnego "ha" - hipokrytki i heretyczki zarazem, i choć właściwie mogłabym pieprzyć sentymenty podobnego zabarwienia, wiem, że to niezdrowo i niehumanitarnie palić za sobą mosty (czy blog może byc nazywany choćby kładeczką?)].

Nie czuję potrzeby uzewnętrzniania się, ściślej uzewnętrzniania się w tej formie, bo przestałam szukać słuchaczy w przypadkowych osobach, które pojawiają się raz, a ich słowa nigdy, nawet w części nie zajmują mojego umysłu. Czekam tylko na jeden komentarz od bywającego tu ostatnio Mateusza. Znacie Mateusza? Człowiek godny poznania. 

Gdzie się podział Potworek? Gdybym była banalna (hipokryzji mówimy zdecydowane chyba tak!) powiedziałabym, że spalił go żar miłości, ale wolę uznać, że zarzucając grzywą ruszył obrażony w kierunku, z którego przywędrował, do Gdyni. 

Podwójne "ha" brzmi, jak "haha". Czyżby śmiech? Serdeczny! 

"Jestem wariatką." - pierwsza myśl, jaka pojawia się w moje głowie w chwili, gdy jaśniej odczuwam sytuację będącą moim udziałem. Mam "czysty" umysł. 

"Jestem nienormalna." - myśl numer dwa przerywana obrazami o różnej częstotliwości, w różnych barwach, ale dających ciepło. Ciche, radosne, cudowne oczekiwanie, jakbym za chwilę miała otworzyć bożonarodzeniowy, wyczekiwany, wymarzony prezent.

"Jestem nienormalną wariatką." - ostatnia, całkiem niepoważna myśl, spacyfikowana wyobrażeniami żółtego pokoju z zielonymi zasłonkami w oknach, otoczone delikatną, słoneczną, miękką poświatą małe arcydzieła mojej fantazji. 

Zatrałam gdzieś granicę między świadomością, a nieświadomością. Nie wiem, która Dominika jest tą "pierwotną", a która tylko wytworem zła lub pobożnych myśli o szczęściu. Być może nie odkryłam jeszcze samej siebie. Być może to zadanie należy do kogoś innego. 

Czerwcowy dzień chylący się ku końcowi, delikatny chłodny pomruk wiatru, bose stopy i myśl, że życie, które określone jest przez jakąś wartość wyższą, mające cel jest dużo bardziej intensywne niż to, które dotychczas było moim.

Tysiące myśli chciałoby znaleźć swoje miejsce w tym bełkotliwym wywodzie. Przeświadczenie o tym, że  mogłabym umrzeć w takiej chwili, świadomość, tego, że od trzech dni jestem bardziej bezbronna niż kiedykolwiek, widoki, perspektywy. 

Chaos, którego zabarwienie sprawia, że mógłby trwać całą wieczność. Banały, o które nie podejrzewałam samej siebie. Wybacz.

Podupadam na wierze w swoje "ideały". Co jest bardziej twórcze: kiełkujące szczęście czy przejmujący smutek?  

Piotr miał rację twierdząc, że smutek jest twórczy. Teraz, będąc odrobinę bardziej szczęśliwą niż zwykle, nie odczuwam potrzeby pisania, nie potrafię pisać. Moje marzenie: już nigdy nie musieć tu zaglądać, by składać piękne słowa w piękne posty. Chciałabym, choć wiem, że pojawię się tu w każdy smutny dzień. Oby było ich, jak najmniej. 

Uroczyście powróciłam na swoją huśtawkę po długiej, zimowej przerwie. Choć odpycha mnie miejsce, w którym przyszło mi żyć, patrzyłam dziś na nie bez zwykłego dla takich obserwacji obrzydzenia. Cornell dudniący w moich w połowie niepełnosprawnych uszach, nadał wszystkiemu, co widziałam dziwne, zdecydowane kształty, przeobrażając zniesmaczenie w obojętność.

Tegoroczna wiosna jest pierwszą od początku świata, która nie zachwyciła mnie bielą i fioletem bzu, pukającego w moje okna. Sama nie wiem, jak to się stało, ale przegapiłam moment, w którym jego kwiaty były najpiękniejsze. Teraz muszę zadowolić się martwymi pozostałościami. Ulatuje wszystko, co zwykło mieć niewyczerpane pokłady uroku: gesty, słowa, ludzie. Nie chcę tego widzieć.

Myśli swobodnie przechodzą jedna w drugą. Są krystalicznie czyste i haniebnie brudne, zależnie od słów wyśpiewywanych przez kolejnych artystów, nieświadomych tego, że najciekawsze z ich dzieł to te utkane z wyimaginowań i wspomnień słuchaczy, niespotykany przekrój przez wszystkie rodzaje bólu, radości, wiary, przez każdy aspekt "miłości", przyjaźni, rozczarowania, gniewu, przez tysiące pocałunków i godziny seksu. 

Mimo wszechogarniającego moje ciało zmęczenia, wiem, że dziś długo będę śpiewała swojej wyobraźni i pamięci kołysanki, bo te usilnie będą chciały bawić się w mojej głowie do świtu. 

Tracę lekkość pisania, która zawsze sprawiała mi dużo trudności.

"Niedoczekane 'papa', w końcu jednak doczekane." - Mój Wirtualny Guru. Pełen chorej egzaltacji, jak ja. 

Los postanowił dać mi jeszcze jedną szansę. Odbieram to trochę jako dar nowego życia, choć brzmi to banalnie, jakbym była żywą rekomendacją Poradni Leczenia Uzależnień i Zachowań Aspołecznych. Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku myślałam, że to życie będzie inne, pozbawione dupkowatości i tych wszystkich smutnych pierwiastków. Zdecydowanie lekiem na złego człowieka okazał się człowiek całkiem innej maści, jestem tylko przerażona, że tak bardzo ulegam wypływom innych osób. 

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ateizm był jedną z najważniejszych i najmądrzejszych decyzji w moim dotychczasowym życiu. Coraz większą odrazą napawają mnie praktyki Kościoła Katolickiego, pozostaje mi się tylko dziwić, jak głęboko inni potrafią wierzyć w utajone zło. 

 

Maj jest pełen słońca i wiosennej radości, a ja znów gdzieś się zgubiłam. Piąty miesiąc roku, jak słusznie założyłam okazał się wybawieniem, większym niźli przypuszczałam. Boję się jednak, że w następnie odzyskania utraconej wolności zrobiłam coś, co paradoksanie uwięzi mnie na całe życie. Popełniłam błąd, jego konsekwencje mogą być przytłaczające, nieodwracalnie przytłaczające. 

Jestem cierpliwa, odkrywam w sobie złoża pokory wobec przeznaczenie, do którego należy ostateczna decyzja. Mogłabym się nawrócić i zacząć modlić, może znalazłabym w tym coś na kształt pocieszenia, otuchy, ale wszystkie te zabiegi nie zagwarantują mi, że powróce do pamiętnego dnia i podejmę inną niż wówczas decyzję.

Mogłabym płakać, ale wzruszać mnie potrafi już tylko muzyka i filmowe, cudze nieszczęścia. 

To ciekawe, że większość moich wpisów powodowana jest muzyką, która aktualnie rozbrzmiewa w moich słuchawkach. Każde wyśpiewane słowo i każda nuta są jak ciepło, które sprawia, że plastelina nagle przestaje stawiać opór naszym palcom i daje się kształtować. Jeśli mam coś takiego, jak serce, jeśli jest we mnie coś odpowiedzialnego za uczucia, to właśnie dzięki dźwiękom, staje się to plastyczne, tworzy moje łzy, mój smutek i moją beztroskę. Za kolejne irracjonalne zachowanie mogę więc uznać katowanie się wszystkim, co mówi o tęsknocie i o mitycznej miłości. 

Na wszystko muszę poczekać. Pisząc te słowa głupio usmiecham się do samej siebie, bo czuję, jak z każdą minutą ulatuje ze mnie bunt, jakby dmuchanej lalce zabrano powietrze, ku jej wielkiej uciesze, bo przecież to nie było życie.  

Życie jest naprawdę piękne, gdy potrafimy ustalić zdrowe granice analizy i subiektywnej interpretacji wszystkiego, co ma z nami związek. Jeszcze bardziej zyskuje ono na wartości, gdy potrafimy czekać. Cierpliwość to najlepsze rozwiązanie. 

Nienawidzę powrótów do szarej rzeczywistości, która stanowi 90% mojego życia. Nie zdążyłam nasycić się jeszcze światłem, a pchnięto mnie w ciemność i nie mogę nawet liczyc na to, że przez pewien czas będę emanowała tym, co udało mi się pochłonąć. Z chwilą przekroczenia granicy tych dwóch rzeczywistości pojawia się pragnienie, by wszystko, co miało kolor zostało zapomniane. Pojawia się strach przed rozpamiętywaniem, którego skutki są z kazdym dniem coraz bardziej dotkliwe. Nie chcę być jeszcze bardziej niezdrowa, ale nie potrafię uleczyć samej siebie. Nigdzie nie natknęłam się na odtrutkę po zbyt dużej ilości żażytej samotności i rozgoryczenia. 

Z całą mocą wypieram ze swojej świadomości obrazy ostatnich dni. Nie czuję sentymentu, nie płakałam przy środowym pożegnaniu, nie myślę panicznie, jak wrócić, by móc jeszcze kiedyś uszczknąć odrobinę beztroski. Nie potrzebuję szcześcia na krótką metę, na kilka godzin, kilka dni. Nie potrzebuję miłości na całe życie, na wieczność. Nie chcę nikogo z kim mogłabym dzielić się swoimi problemami, nie chcę widzieć smutnej twarzy. Chcę tylko, by wydarzenia ostatniego tygodnia były moim stałym udziałem.

Chaos. Chaos włada moim życiem. Staram się wszystko sobie uporządkować, przykleić odpowiednie karteczki do odpowiednich ludzi. Czerwony - Ciebie nie ma już w moim życiu; zakaz kontaktowania. Zółty - zakaz nadużywania kontaktów, zakaz zapomnienia. Zielony - I tak Ci nie zależy, spektrum Twoich zachowań jest nieograniczone. Nie jest to chyba tak proste, jak sygnalizacja. Żałuję. W moim świecie nic nie jest po prostu czerwone, zielone lub żółte. Najczęściej mam doczynienia z tęczą w odcieniach szarości.   

Nie będę obiecywała, że wraz z majem stanę się innym człowiekiem. Trochę tylko posprzątam.  

Może rzeczywiście nie potrafię przekazywać emocji. Potrzebny jest chyba wielki dar, by ludzie uśmiechali się czytając słowa obcego człowieka i by wzruszali się lub złościli, gdy są tylko "obserwatorami". Tak, czy inaczej, potwierdzam, że dystans nadal zachowuję, choć może niepotrzebnie się tym chwalę. Kiedyś, dawno temu, wierzyłam, że o swoim szczęściu powinno się milczeć, bo wtedy będzie się ono dłużej nas trzymało. Dziś, gdy chcę o tym mówić, nie widzę nikogo dostatecznie dobrego, bym mogła się nim z nim dzielić. Ten blog to ironia losu. 

 

Guns.N.Roses-Sweet Child O'Mine

Jak można być tak genialnymi?  

Dzielę się z Wami swoją ulotną i rzadko mnie odwiedzającą radością i beztroską. Energie daje im Słońce, piękno dnia i fakt, że łapię dystans. Jeszcze tylko kilka chwil i będę wolna! 

Znów nie mogę poradzić sobie z nadmiarem uczuć i żądz.

Znów dzieje się to z tego samego powodu.

Znów boję się o samą siebie.  

1 2 3 4 5 6  Następny»
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.